Aż do dnia

Świt zastał mnie w moim łóżku
Zwiniętym w planety rożku
Nic, nikogo nie chciałem, nie dziś
Zimna przestrzeń pozwoli mi śnić
Dalej śnić trudne sny

Bierz, daj i żyj – wszystko warto
Mówili: graj każdą kartą
Podniesionych rękawic mam dość
Wszystko dobrze dopóki jest Ktoś
Który jest, który jest

Powiedz mi pokaż się przybliż najbliżej jak możesz
Zaskocz mnie zachwyć pociągnij urzekaj co dnia

Słów prostych znam moc i zapach
Ich skrzydeł szum znów tu wraca
W tym żywiole tak mały jak pył
Jestem cenny i drogi jak syn
Jego syn, Jego syn

Noc spada na moje kroki
Skorupy dni i powłoki
Teraz tylko odpocząć i trwać
W świetle lampy gdy drąży i drga
Aż do dnia, białego dnia

Powiedz mi pokaż się przybliż najbliżej jak możesz
Zaskocz mnie zachwyć pociągnij urzekaj co dnia