Autyści

Kiedyś się dziwiłem, dlaczego pary po ślubie już się tak nie obściskują przy każdej okazji – przecież to fajnie: tak być razem, obok siebie, tak trzymać dłoń choćby, objąć ramieniem lub na nim głowę oprzeć. A tacy ex-narzeczeni stają się fizycznie nieco bardziej odlegli sobie. Babcia Z. miała proste wytłumaczenie: – „Bo widzisz, Jasiuniu, jak się człowiek naje, to już mu się nie chce.” – To tylko częściowo wyjaśnia sprawę, więc nadal się temu zjawisku dziwię. Ale sęk w tym, że dziś… człowiek jakiś rozbiegany się zrobił, przy dzieciach zwłaszcza. Tyłka usadzić w miejscu nie potrafi, a jeśli nawet, to drugi małżonek zaraz gdzieś biegnie – przynieść, podać, pozamiatać. W takim właśnie stanie, już nieco zmęczeni, znaleźliśmy się wczoraj razem z A.; ja dodatkowo umęczony alergicznym, ustawicznym ciekiem z nosa. Zaglądam do pokoju dzieci, tam A. siedzi na łóżku. Kiwa głową, żebym się przysiadł. – „O cię, karol”. – Myślę sobie. – „Zwykle to ja bardziej zabiegam, żeby tak siąść razem bez powodu”. – No to siadam. 
A. trzyma w dłoni zabawkę – taki spiner. Przypomina helikopterek, ma ładne łożysko w środku i… być może da się jakieś manualne sztuczki z tym wyczyniać, ale zasadniczo… fajnie się kręci. A. trąca jedno z trzech skrzydełek. Ja trącam. Kręci się. Ona trąca i znów ja. W takiej bezmyślnej zabawie opieramy się o siebie, jakby dla wytchnienia i dla poczucia bliskości. Wtedy bratowa O. nas budzi – mnie z otępienia, zaś mą żonę zapewne z typowego kobietom myślenia o wszystkim naraz, mimo braku związku. Bratowa O. orzeka:
– O, i to są autyści! – Celnie, ironicznie, zabawnie, bo spiner wciąż się kręci, a my ledwie od niego wzrok oderwaliśmy. Śmiejemy się, bo… (humor sytuacyjny, nie chce mi się tłumaczyć).
Goście poszli. Fi. już zmęczony, nieco skołowany nadmiarem ludzi w domu, pokłada się na łóżku. Nie wiem, może zaśnie. Klękam obok niego, nakrywam kocem, całuję w skroń i mówię:
– Kocham cię. – Fi. uśmiecha się, kiwa głową potakująco, nagle podrywa z łóżka i na siedząco potwierdza:
– Tak, kochasz mnie. – I znów się kładzie, zadowolony. I ja z kolan powstaję i odchodzę, uśmiechnięty. Dziwne to jego zachowanie, ale… podoba mi się; jakieś takie… jego.
«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: