Afera efeska

Czasami, czytając historie sprzed wielu wieków, nie rozumiem warunków kulturowych, społecznych, politycznych, nie znam też stanu wiedzy ówczesnych ludzi. Dlatego bardzo łatwo jest posądzać bohaterów o… zwykłą głupotę.

Tak jest w przypadku „afery efeskiej”, że tak ją nazwę. Zastanowiło mnie, co doprowadziło do tak absurdalnej sytuacji, o której czytam w Dziejach Apostolskich. Było tak: pewien złotnik Demetriusz zaniepokoił się Pawłem i jego ewangelią, skłaniającą Greków do niewiary w „sztuczne” bóstwa – wytwór ludzkich rąk i fantazji. To jeszcze mogę zrozumieć: kult był zawsze silnym spoiwem dla systemów społecznych. A ludzie nie lubią zmieniać systemu, dopóki nie jest bardzo źle. Lubią, kiedy jest, jak było, znaczy normalnie. „My robimy srebrne świątynki, ludzie je kupują, komu to przeszkadza?” Ale to nie wszystko. Demetriusz mówił:

— Zagraża nam tedy niebezpieczeństwo, że nie tylko nasz zawód pójdzie w poniewierkę, lecz również świątynia wielkiej bogini Artemidy będzie poczytana za nic, i że ta, którą czci cała Azja i świat cały, może być odarta z majestatu. ­­– A gdy to usłyszeli, unieśli się gniewem i krzyczeli, mówiąc: – Wielka jest Artemida Efeska.
[ kilka godzin później ]
Tymczasem jedni to, drudzy owo wykrzykiwali, bo zebranie odbywało się w nieładzie, a większa część nawet nie wiedziała, z jakiego powodu się zebrali. I wypchnięto z tłumu Aleksandra, którego Żydzi wysunęli do przodu, Aleksander zaś, skinąwszy ręką, chciał się bronić przed ludem. Lecz gdy poznali, że jest Żydem, rozległ się z ust wszystkich jeden krzyk, który trwał około dwóch godzin: Wielka jest Artemida Efeska! (Dz.Ap. 19:27-28, 32-34, BW)

Zaczęło się od sprawy, którą – jak wspomniałem – potrafię zrozumieć, łatwo mi sobie to wytłumaczyć: złotnicy dbali o swój interes. Tak samo jak Gadareńczycy, kiedy prosili Jezusa, by odszedł z ich krainy, bo bardziej żałowali stada świń, niż dwóch ludzi, z których Jezus wypędził demony (zob. Mat. 8). Ale trudno mi pojąć tę histerię, jaka się rozpętała w Efezie w związku z nauczaniem Pawła i Artemidą. Przepraszam, ale żeby przez dwie godziny krzyczeć w kółko „wielka jest Artemida Efeska”? Jakiś obłęd!

A gdyby tak przez dwie godziny krzyczeć „tu jest Polska”? Moją intencją nie jest atakowanie PiS, tak sobie tylko pomyślałem, że Artemida musiała być podobnym elementem tożsamości jak dla niektórych Polaków partia polityczna. W Efezie wszystko kręciło się wokół bogini. Pogardzać Artemidą znaczyło pogardzać ojczyzną.

Pora, by zadać pytanie samemu sobie: czy jest coś, co buduje we mnie fałszywą tożsamość? Coś, czego gotów byłbym bronić w tak absurdalny sposób, jak Efezjanie swojej bogini?

Autor: jpz2

Powiązane posty: