#210104

Piątek, piąteczek, piątunio – to wtedy
Porosła ziemia człowiekiem i zwierzem
Mieli tam wszystko co ssało wodę z gleby
Naprawdę wszystko, a w tym jedno “wierzę”

Wierzę dosłownie Temu, który dał mi
Tchnienie i… jest. Zawsze był, jest i będzie
Był tam i widział, jak każde się karmi
Wiedzą i pychą, i jak tonie w błędzie

Miała trwać całe wieki ta sobota
Pozostał po niej ledwie smutny świadek
To znaczy siódmy dzień – ja, jak niemota,

Tak rzadko w nim sięgam za bożą ladę
Gdzie On mnie czyści ze skorupy błota
I przed nos stawia rajską oranżadę