​Siedem rzeczy, których uczę się od dzieci

Że nie tylko dorośli uczą dzieci, ale jest też na odwrót – to jasne. Czego się można od dziecka nauczyć? O, bardzo wielu rzeczy. Wymienię tylko siedem. Ale za to jakich!

Inspiruje mnie fragment listu do Galacjan, cechy charakteru, które Apostoł Paweł nazywa „owocami Ducha” i dodaje, że jeśli one z człowieka „wyłażą”, to nie straszne mu srogie przykazania.

Kiedy o nich myślę, to wychodzi, że wszystkich można się nauczyć jako… rodzic. Nie jest to łatwe, nie jest pozbawione westchnień zwątpienia i udręki – „o losie” lub „o Boże”, ale… może to najkrótsza droga.

Miłość – kiedy śpi, patrzę w jego/jej piękne, zamknięte oczy, zapominam o wszelkich trudach i myślę, że kocham go/ją tylko dlatego, że jest.

Radość – kiedy nieszczęśliwy chciałbym się schować w skorupę, jeszcze pięć minut pospać, a jakaś mała twarz pochyla się nade mną uśmiechnięta: „pobawimy się tato?” – Tak, pobawimy.

Pokój – kiedy wracam z pracy do domu, a tu… nie ma spokoju. Kogo pocieszyć,  zabawić, wyręczyć? Proste, jasne. Druga praca? Ale jaka błogosławiona!

Cierpliwość – kiedy dziecko chce zrobić coś samodzielnie, a ja już nie mogę na to patrzeć. I mówię tylko: Dobrze, próbuj dalej, dasz radę.

Życzliwość/uprzejmość – kiedy prosi: – Jeszcze raz! Jeszcze raz! – Bolą mnie już plecy. – No dobrze, jeszcze trzy razy…

Dobroć – kiedy nie mam ochoty robić śniadania nawet sobie, ale jakoś tak jest, że zaczynam od czegoś dla tych małych.

Wiara/ufność – kiedy się troszczę, jakie będą, gdy dorosną i zauważam, że tak bardzo mnie naśladują. Jeszcze trochę ufam sobie, zasadom, a wreszcie… już tylko Bogu.

Łagodność – kiedy boi się psa, ciemności, samochodu. Odburknę: nie wygłupiaj się, śpisz przy zgaszonym, no chodź żesz! Hm. Przytulam, palę lampkę, biorę na ręce.

Powściągliwość/panowanie nad sobą – kiedy zrobi coś okropnego, głupio, nieposłusznie, skrzywdzi. Och, niech teraz pozna gniew! Stop. Nie. Patrzę w przestraszone oczy. Myślę dwa razy i… daję nauczkę.

Autor: jpz2

Powiązane posty: